RPA

W RPA morduje się białych – dlaczego świat o tym milczy?

Od wielu lat w RPA nieustannie giną biali farmerzy. Proszą o pomoc, ale nikt nie chce się nimi zająć. Rząd zamiast łagodzić konflikt, eskaluje go. ONZ, organizacja, która nie tak dawno broniła uciskanych przez apartheid czarnych, teraz patrzy z obojętnością, jak rośnie rasizm wobec białych. Zrozpaczeni mieszkańcy z trudem dostają azyl w krajach takich jak Australia, gdyż lewicowe organizacje uważają, że status uchodźcy im się nie należy. Dlaczego takie wydarzenia mają tam miejsce?

Apartheid – zalążek konfliktów

RPA była krajem, w którym przez 46 lat (1948-1994) obowiązywał polityczny system polegający na separacji białej mniejszości od czarnej i kolorowej większości. Podstawowy problem z apartheidem polegał na tym, że opierał się on na społecznych nierównościach. Ludność biała miała faktyczną władzę nad państwem, mimo że taki kolor skóry miał dopiero co piąty, szósty obywatel.

Osoby o innym kolorze skóry żyły na terenach zwanych jako bantustany (od Bantu – grupy ludów rasy czarnej). Formalnie miały one posiadać znaczną autonomię, w rzeczywistości jednak przypominały one rezerwaty dla Indian wyznaczane przez władze USA. Charakteryzowały się nieurodzajną glebą i brakiem bogactw naturalnych.

Był to powód protestów przeciwko rasie białej, wspierany mocno przez ONZ, który nazwał taki stan rzeczy „zbrodnią przeciwko ludzkości”. Początkowo władze RPA krwawo obchodziły się z ruchem oporu, ale wobec międzynarodowego nacisku i sankcji ekonomicznych, od 1976 roku wprowadziły w życie politykę „kontrolowanego osłabienia barier rasowych”. Prawdziwa zmiana nastąpiła jednak w roku 1994, kiedy to przeprowadzono pierwsze demokratyczne wybory.

„Tęczowy naród” nie dla białych

Wtedy to oparta na ideologii marksistowskiej partia Afrykański Kongres Narodowy (ANC) doszła do władzy. Prezydentem został Nelson Mandela. Mainstreamowe media po zniesieniu apartheidu zaczęły kreować mit „tęczowego narodu”, który miał być przykładem państwa, w którym możliwa jest rasowa integracja (RPA ma 11 języków urzędowych). Niestety, prawda była inna.

Po objęciu władzy przez komunistyczny ANC, zaczęto stosować politykę, która miała polepszyć byt czarnej większości i znieść raz na zawsze przywileje białych. W ramach „sprawiedliwości dziejowej”, część białych farmerów została zmuszona do sprzedania swojej ziemi państwu, by po nacjonalizacji została ona przekazana tym, którzy przez tak długie lata jej nie mieli. Niestety, niewykwalifikowani właściciele doprowadzili do sytuacji, w której ziemia albo była uprawiana niewydajnie, albo też po prostu leżała odłogiem. Rozwój, jaki RPA zawdzięczała białym, zaprzepaszczał się w rękach czarnych. Doprowadziło to w końcu do gospodarczego kryzysu, wzrostu bezrobocia do 30% i zwiększenia się skali ubóstwa.

Największym jednak problemem okazała się przestępczość, która w RPA nieustannie rośnie. Fakt ten wynika z prowadzonej polityki rządu. Jest on wyraźnie nastawiony przeciwko białym. Ich marksistowskie poglądy kończą się tym, że sami defraudują ogromne ilości pieniędzy, zaspokajając własne potrzeby, co odczuwają wyraźnie mieszkańcy. Mimo tego składają kolejne obietnice, zapowiadając sprawiedliwość i równość. W ich mniemaniu problem leży po stronie białych, których obwiniają za kiepską kondycję kraju. Rządzący nie tylko nie dążą do pojednania i nie hamują napięć pomiędzy czarnymi, a białymi, a wręcz sami nawołują do rasistowskich ataków.

Niedawno były już prezydent RPA Jacob Zuma (oskarżony o korupcję, pranie brudnych pieniędzy i wymuszanie haraczy) śpiewał na swoich wystąpieniach przy akompaniamencie czarnej publiczności piosenkę „Zabij Bura” (Burami określa się białych farmerów, są to potomkowie holenderskich chłopów przybyłych do RPA w XVII wieku). Jest ona znana jeszcze z czasów apartheidu i nawołuje do rozstrzeliwania białych za pomocą karabinów maszynowych. Inny polityk, Julius Malema, którego partia w sondażach ma już 20% poparcia i wkrótce może przejąć kontrolę nad krajem, powiedział niedawno – „Nie wzywamy do rzezi białych, przynajmniej na razie”.

Ten sam człowiek przyczynił się, do wprowadzenia poprawki do konstytucji, która umożliwia odbieranie białym ziemi bez odszkodowania. „Czas na pojednanie się skończył, teraz jest czas na sprawiedliwość” – podsumował lider Ruchu Bojowników o Wolność Gospodarczą.

Od tego momentu sytuacja białych w RPA stała się jeszcze gorsza. Rząd bowiem dał czarnym ciche przyzwolenie na samowolne gospodarowanie ich ziemią. Liczba ataków na ich posiadłości dramatycznie wzrosła.

Kraty w oknach nie wystarczają

Liczba farmerów w 1994 roku wynosiła 60 tysięcy. Dziś jest ich o połowę mniej. Przez 28 lat zamordowano 4 tysiące z nich. Uderza sposób, w jaki przeprowadzane są morderstwa. Ofiary są torturowane godzinami, obdzierane ze skóry, ich wnętrzności zalewa się wrzątkiem za pomocą metalowej rury. Dzieci zabijane są w mikrofalówkach, a ich krwią wypisuje się na lustrach rasistowskie hasła. Włamania na farmy nie mają bowiem tylko przyczyny ekonomicznej. Farmerzy często zostawiają swoje kosztowności jako przynętę, aby zadowolić tym bandytów. Jednak podobnie jak kraty w oknach, broń czy całodobowy monitoring, nie ratuje to ich życia.

Czarnoskórzy przestępcy wzięli sobie ich po prostu za cel, czasem ważniejszy od dóbr materialnych. Traktują to jako swego rodzaju zemstę. Mimo że większość morderców urodziła się już w „wolnym” RPA i nie pamięta czasów apartheidu. Powodem jest także zaskakująco wysoka wiara w okultyzm. Ponad połowa mieszkańców RPA w trudnych sytuacjach najpierw zwraca się do miejscowego szamana. Wielu mężczyzn chorych na AIDS wierzy, że seks z dziewicą pomoże im wyrwać się z sideł choroby. Dlatego też tak wiele bestialskich gwałtów na małych dziewczynkach. Dodatkowo dla części z morderców zabójstwo na białym ma wręcz charakter mistyczny, dzięki któremu może on przejąć tajemną moc, jaką ma biały człowiek.

Państwo pobłażliwie patrzy na tego typu sytuacje. 92% z nich jest umarzanych. Henk van de Graaf, jeden z białych farmerów, twierdzi, że morderstwa często mają motyw polityczny. „Co ciekawe, podczas mistrzostw świata w piłce nożnej w 2010 roku, kiedy wszystkie zagraniczne media znajdowały się w RPA, nie zanotowano żadnego morderstwa farmera. Właściwie w ogóle nie było wtedy morderstw. Naszym zdaniem, kryją się za tym motywy polityczne. Istnieją siły polityczne, które w wypadku większych wydarzeń jak na przykład mistrzostw świata w piłce nożnej, mogą nakazać swoim ludziom, aby przerwali ten proceder”.

Obecnie w RPA jest 4,5 mln białych z 55 mln mieszkańców (nie licząc kilku lub nawet kilkunastu milionów imigrantów z Zimbabwe, Mozambiku i Botswany). Milion białych już wyemigrowało. Mimo tego nikt nie interweniuje, nie przejmuje się tym, że RPA chyli się ku upadkowi i że reforma rolna wywłaszczająca białych, może powtórzyć sytuację z Zimbabwe (gdzie przekazanie ziemi niewykwalifikowanym czarnym pracownikom doprowadziło do ogromnego kryzysu gospodarczego i 80% bezrobocia, a liczba białych farmerów zmalała z 4,5 tys. do trzystu). Nikogo nie obchodzi 0,5 mln morderstw w ciągu 28 lat, 50 tysięcy gwałtów rocznie i dyskryminacja białych (którzy nawet we własnych firmach muszą zatrudniać co najmniej 50% osób czarnoskórych i obowiązkowo dzielić z nimi udziały). ONZ nie reaguje, tak jak kilkadziesiąt lat temu, nie potępia tej sytuacji w licznych rezolucjach. Czy więc rasizm działa tylko w jedną stronę?

5
Komentarze:

blogierka

Masz rację- to się dzieje jakby „za zamkniętymi drzwiami” :/.

Joanna

Nie wiedziałam, że to tak poważny problem. Świetnie, że go nagłaśniasz i budujesz naszą świadomość, która z pewnością przerodzi się w działania.

Kamil

Nawet nie spodziewalbym sie, ze taki proceder tam istnieje.

Kasia

Niestety, pomimo upływu lat i wielu próbach zmiany myślenia człowieczeństwa, na świecie wciąż panuje rasizm. I jak widać nie tylko w stosunku do osób czarnoskórych…

Daria Kosik

Nie, rasizm nie działa tylko w jedną stronę. Niestety, człowiek człowiekowi wilkiem… Ludzie kiedyś sami się wykończą, nie potrzebujemy do prawdziwych tragedii żadnych klęsk żywiołowych 🙁