Zdjęcie starszej osoby.

Zapomniani przez rodzinę i system – historie ludzi starszych

Lekarze mówią na nich „wakacyjni dziadkowie”, „świąteczne babcie”. Jest także specjalne określenie zarezerwowane tylko dla pań – „berety”. To starsze owdowiałe kobiety, którymi nie chce się nikt zająć, przez co leżą niepotrzebnie na szpitalnym oddziale, albo z samotności codziennie wzywają pogotowie.

Europejski Urząd Statystyczny przewiduje, że za dwa lata co czwarty Polak będzie po sześćdziesiątce. Społeczeństwo się starzeje. XXI wiek nie jest jednak czasem dobrym dla emerytów. Panuje kult życia. Każdy jest młody, piękny i chce wierzyć, że zawsze taki będzie. Niestety, czas jest nieubłagany dla nas wszystkich.

Wszystkich bez wyjątku dopadnie starość. To etap w naszym życiu, w którym rośnie nasza zależność od otoczenia, a ciało staje się słabsze. Można ten okres jednak godnie przeżyć, potrzebna jest jedynie opieka. Jej niestety nie ma.

Lekarze od wielu lat zauważają problem spychania na margines starszego pokolenia. Szpital jest pełen babć i dziadków, którzy nie powinni nigdy tam się znaleźć. Bo nie wymagają leczenia, tylko zwykłego domowego ciepła i słowa wsparcia. Lekarze nie są w stanie im tego zapewnić, bo przytłacza ich nadmiar pracy. Rodzina po prostu nie chce.

Bo starsza osoba to problem. Nic nie może dać od siebie, a ciągle wymaga pomocy. Młodych nie obchodzi, że ta sama osoba, która teraz leży bez ruchu na łóżku, kiedyś robiła wszystko, aby wyprostować ich życiowe ścieżki.

Zbliża się okres wakacyjny, wkrótce szpital znowu zapełni się staruszkami, którzy „nagle źle się poczuli” i muszą koniecznie leczyć się pod okiem lekarzy. Najlepiej tak długo, dopóki rodzina nie wróci z urlopu.

Można ten problem opisywać szerzej i szerzej, ale być może bardziej skłaniające do refleksji będą trzy poniższe historie.

Wszystkie są oparte na faktach.

Historia pierwsza

Starsza pani, po osiemdziesiątce. Otwiera oczy. Śnił jej się piękny sen. Jeden z tych snów, które pozostają w głowie na dłuższy czas po obudzeniu. Teraz leży i z błogim uśmiechem odtwarza zapamiętane obrazy. Na wpół świadoma wstaje z łóżka.

Zastanawia się, dlaczego mimo że schodzi z niego po prawej stronie, najpierw kładzie lewą nogę, a dopiero później ostrożnie prawą. Odpowiedź nadchodzi szybko. Dotkliwy ból w okolicy uda posyła kobietę z powrotem na pościel. Staruszce zaczyna coś świtać. Niezrażona podejmuje drugą próbę – tym razem udaną.

Zauważa opartą o parapet ortopedyczną kulę. Im dłużej na nią patrzy, tym więcej szczegółów sobie przypomina. Świadomość powoli wraca. Kobieta wcześniej miała ochotę coś powiedzieć, ale na widok kuli, głos gwałtownie jej zamarł. Po chwili jednak decyduje się:

– Magda!

Cisza.

– Magda!

Nie licząc muchy, która odbiła się od szyby – cisza.

Trzeci raz staruszka nie krzyczy. Przypomniała sobie bowiem już wszystko.

***

Mężczyzna w pomarańczowym kombinezonie czyta krótki fragment tekstu. Przeczytał, zrozumiał, teraz idzie go zakomunikować pozostałym:

– 84 lata, napad paniki, nadciśnienie, nieracjonalne zachowanie.

***

Karetka pogotowia sunie się opieszale po drodze. Prędkość przepisowa, z głośników leci muzyka. Kierowca ani myśli ani łamać przepisów, ani jechać na „bombach” – tak ratownicy nazywają sygnały. Nikt z obecnych nie będzie ryzykował dla osiemdziesięciolatki. Nażyła się już wystarczająco długo.

Ratownicy wjeżdżają na osiedle. Przez moment szukają adresu. Najpierw na ekranie tabletu, a potem uważnie wypatrując właściwego numeru na bloku. Wchodzą z niezbędnym sprzętem i pukają do drzwi. Otwiera im starsza kobieta. Jeszcze niedawno śnił się jej piękny sen, a teraz ze strachem wpatruje się w sanitariuszy. Ze wzajemnością. Ratownicy zdumieni, że histeryczka z opisu zachowuje się nad wyraz spokojnie.

Niezręczną ciszę przerywa staruszka:

– Jestem taka samotna!

***

– Proszę pani, to co właśnie pani zrobiła, nazywa się nieuzasadnionym wezwaniem. I jest karane.

– Jestem taka samotna…

– Zbijemy pani ciśnienie i pojedziemy sobie. Słyszy mnie pani?

Kobieta słyszy, ale nie chce odpowiadać. Wie, że ratownicy nie poświęcą jej już więcej czasu. Milczy.

Ratownikom na widok jej bierności opadają ręce. Szeptem wydają sobie polecenia. Jeden z nich podaje hydroksyzynę – na uspokojenie – drugi wypytuje staruszkę o bliskich.

– Mam córkę – odpowiada kobieta – Jest adwokatem.

Kobieta wyczuwa okazję do rozmowy i skrzętnie ją wykorzystuje. Przez kilka minut opowiada o całej drodze życiowej córki. O tym, jak zachęcała ją do nauki, jak płaciła za korepetycje. Ratownicy słuchają w milczeniu, aż wreszcie – wykorzystując fakt, że kobiecie brakuje już tchu – pytają:

– Jak często odwiedza panią córka?

– Raz w tygodniu przyjeżdża.

– A gdzie mieszka?

– Kilka ulic dalej. Ale wyleciał mi z głowy adres. Chcą panowie się z nią widzieć?

Historia druga

– Pani wzywała?

– Tak, ja. Zapraszam. – młoda kobieta robi teatralny gest ręką i wpuszcza trójkę ratowników do środka. – Ojciec leży tutaj. Nie, nie tu. Tam – wskazuje palcem na mały zaciemniony pokoik.

Ratownicy przechodzą przez próg i jak na zawołanie mrużą oczy. Kurz, wszędzie kurz. Szybko podnoszą żaluzje i otwierają okna. Z obawy o zdrowie pacjenta, ale także swoje. Patrzą na starszego mężczyznę. Warunki, w których żyje nie powalają, ale nie wygląda na specjalnie niezadbanego. Wyciągają sprzęt i robią to, po co przyjechali.

***

– Mamy dobrą wiadomość. Jest pan zdrów jak ryba! – ratownik uśmiecha się w kierunku pacjenta. Ten nie reaguje, więc przerzuca swój uśmiech w stronę córki i jej męża. I tu jednak czeka go zawód, bo twarz małżeństwa wyraża wszystko, tylko nie zadowolenie.

– Zdrów? – córka nie wytrzymuje. – Mój ojciec od dłuższego czasu choruje, z dnia na dzień jest coraz słabszy, a wy uważacie, że wszystko z nim w porządku?

– Gdybym był lekarzem, zabrałbym go na SOR, tak dla wszelkiej pewności – kwituje mąż.

Ratownicy w konsternacji. Zamiast cieszyć się, że mężczyzna w dobrym stanie, wykłócają się.

– Szanowni państwo – odzywa się jeden z nich. – Nie widzimy powodu, aby leczyć zdrowego faceta. Swój wiek ma, ale w kondycji nie najgorszej. A jaka saturacja świetna! Widać, że po fajki nie sięga… – ratownik uśmiecha się, chcąc rozładować atmosferę. Argumenty jednak nie trafiają do małżeństwa.

– To my płacimy na was podatki i żądamy, żebyście godnie zaopiekowali się moim tatą! – wykrzykuje córka. – To jest wasz psi obowiązek!

Chwila ciszy. Ratownicy patrzą po sobie i w duchu przeklinają dyspozytora, który przyjął zgłoszenie. Zastawiają się, co z tym fantem zrobić. Przypominają sobie jednak karteczki, które kancelarie przyczepiają do samochodów przy ich szpitalu – zachęcające do pozywania lekarzy za błędy medyczne.

– Proszę spakować rzeczy ojca.

– Są już spakowane, walizka stoi w pokoju obok.

– Taka duża?

– Wie pan, nie wiadomo czy się ojcu czasem nie pogorszy.

Historia trzecia

Pokój. W pokoju dywan. Na dywanie dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Chłopiec bawi się Lego, dziewczynka zawzięcie stuka w ekran telefonu. Pokój dalej siedzi tata i powoli sączy zbyt gorącą jeszcze kawę. Z uporem maniaka patrzy na zegar, ale ten ani myśli przyspieszyć. Tik, tak, tik, tak. W końcu słyszy upragniony dzwonek do drzwi i podrywa się z krzesła, które z łoskotem uderza w szafkę.

Dzieci słysząc hałas przerywają zabawę, ale po znalezieniu jego źródła, powracają do swoich zajęć. Tata idzie szybkim krokiem do drzwi. Przekręca klucz, otwiera… i staje jak wryty.

Przed nim stoi jego żona. Nie ona jednak wprawia mężczyznę w osłupienie, ale mała, niepozorna istota – pełna zmarszczek i zmęczenia na twarzy. Z kącików ust spływają jej strużki śliny, powoli zmierzając do zaschniętej już warstwy na policzku. Zgarbiona kobieta siedzi na inwalidzkim wózku i błędnym wzrokiem spogląda na swoje skarpetki – wzrokiem podobnym do tysiąca innych wzroków ludzi, którzy tak jak ona cierpią na otępienie starcze.

Mąż początkowo chcąc ukryć swoje zdziwienie uśmiecha się jak głupi do sera w stronę staruszki. Przypomina sobie jednak, że jej wszystko jedno, czy ktoś się do niej uśmiecha czy nie. Gasi więc swój i tak nieszczery uśmiech i patrzy po prostu pytająco na żonę.

Ta wjeżdża z wózkiem do pokoju, zamyka go i wraca w pośpiechu do męża.

– Cztery godziny czekałam na SOR-ze. Zrobili badania i okazało się, że co miało być w normie to było i ją odesłali.

– Powariowali? – pyta mąż. – Przecież ma demencję!

– Myślisz, że nie wiedzą? – Próbowałam ją przedstawiać w jak najgorszym świetle, ale sukinsynom miejsc w szpitalu brakowało.

– I co teraz? Będziemy musieli zrezygnować z wyjazdu. Dzieci już się ucieszyły, plecaki nawet spakowały…

– Nie, nie. Coś zaradzimy.

***

Kiedy do szpitala przyjeżdża pizza, lekarze mają swoje małe święto. Wiedzą bowiem, że za chwilę wreszcie będą mogli odetchnąć od ciągłego wypisywania recept, pouczania niesfornych pacjentów i wiecznego hałasu – po raz pierwszy od wielu godzin. Idealna chwila na krótką rozmowę.

– Mam historię – rozpoczyna najstarszy lekarz. Naprzeciw niego siedzi dwójka jego kolegów. – 4 dni temu przyjechała na oddział pewna kobieta razem ze swoją matką. Mówi – „Matka jest w ciężkim stanie, choruje, nie jesteśmy w stanie się ją już opiekować”. No to robimy badania, według schematu – cukier, potas, sód – i wszystko w porządku. Informuję o wynikach córkę, a ta jak nie zacznie krzyczeć i protestować… -„Matka jest chora i musi zostać w szpitalu, jest naprawdę w ciężkim stanie” – powtarzała to jak mantrę.

– To ty może córkę powinieneś zbadać. – wtrąca ze śmiechem drugi lekarz.

– Żarty żartami, ale ta sama staruszka przyjechała do nas dzisiaj na SOR. Zero kontaktu, odwodniona, wszystkie wyniki fatalne. To jak mam to rozumieć? Przestali ją karmić?

5
Komentarze:

Iwona

Dziękuję za ten wpis. Daje do myślenia i swego rodzaju rekolekcji w sobie samym

Ewelina

To jest smutne, takie osoby potrzebują dużo czułości i naszego towarzystwa. Pamiętajmy o naszych babciach, dziadkach, rodzicach! 🙂

Renata

To bardzo przykre, że nikt starszych osob nie potrzebuje i nikt nie chcę się nimi zaopiekować. Myślę, że domu spokojnej starości mogłyby pomóc.

Marta - Podróże od kuchni

To bardzo trudny temat, ale należy go podejmować chociażby z tego prostego względu, że społeczeństwa się starzeją i to o czym teraz czytamy może dotyczyć również nas w przyszłości…

Wiktoria

Sytuacja starszych ludzi z pewnością wygląda tragicznie, ale kto tego sam nie przeżył, to niestety nie zrozumie. Moja babcia w wieku 85 lat dostała zawału serca. Kiedy wróciła ze szpitala była zupełnie inną osobą. Wydawało jej się, że żyje w przeszłości. Mnie nazywała imieniem mojej mamy. Do cioci (swojej córki), już starszej kobiety, mówiła „proszę pana”, a ciocia za każdym razem płakała. Trzeba było pilnować jej w dzień i w nocy, żeby nie zrobiła sobie krzywdy, na przykład spadając ze schodów. Trzeba było jej zmieniać pieluchy. Karmić, jak niemowlaka. Wyobraźcie sobie teraz rodzinę z dziećmi, tata pracuje, mama pracuje, dzieci… Czytaj więcej...