Głosowanie w Parlamencie Europejskim

Zagrożona demokracja – o głosowaniach w Parlamencie Europejskim

29 maja w Strasburgu, odbyło się głosowanie, o którym zrobiło się głośno w całej Polsce. Z dwóch powodów. Po pierwsze – wynik był niekorzystny dla polskich przedsiębiorców. Po drugie – aż 16 posłów opozycji zagłosowało za uchwaleniem szkodliwej dyrektywy.

Posłowie PO, PSL i SLD tłumaczyli się, że z powodu ogromnego chaosu zagłosowali niezgodnie ze swoją wolą. Podobna sytuacja dotknęła kilkudziesięciu innych europosłów. Wzburzenie było na tyle wielkie, że PE szybko naprawił błąd, a głosujący złożyli odpowiednie korekty. Okazuje się jednak, że podobne sytuacje powtarzają się nagminnie.

Głosowania w Parlamencie Europejskim odbywają się na dwa sposoby – elektroniczny – poprzez naciśnięcie odpowiedniego przycisku – oraz „ręczny” – polegający na podniesieniu w odpowiednim momencie ręki. I o ile do pierwszego sposobu nikt nie zgłasza pretensji, tak do metody „ręcznej” jest wiele zastrzeżeń.

Część europosłów nieustannie trąbi na alarm. Ich zdaniem głosowania odbywają się w sposób niedemokratyczny – są prowadzone w zbyt szybkim tempie, a sposób liczenia głosów jest subiektywny i opiera się na „optyce oka” przewodniczącego.

Patologie Parlamentu Europejskiego nagłaśnia Dobromir Sośnierz, poseł partii Wolność. Niedawno zastąpił on Janusza Korwina-Mikke, który postanowił zrezygnować z „niszczenia UE od środka” i kandydować na prezydenta Warszawy.

Sośnierz już na samym początku zwrócił uwagę na skandaliczny sposób, w jaki przeprowadzane są głosowania. „Dziwne dla mnie jest to, że przy głosowaniu przez podniesienie ręki, nie liczy się głosów. Przewodniczący stwierdza większość optycznie. Zazwyczaj sugeruje się tym, jak podnoszą ręce przywódcy największych partii, co powoduje, że czasami nie patrzy na resztę sali i prowadzi głosowania w tempie uniemożliwiającym przetłumaczenie przez tłumaczy tego, za czym głosujemy”.

Na nagraniach sesji plenarnej udostępnionych przez PE rzeczywiście można zaobserwować co najmniej nietypowy przebieg głosowania. Zgromadzeni tam eurodeputowani w nieskoordynowany sposób podnoszą i opuszczają ręce. Bez żadnych przerw akceptowane są lub odrzucane kolejne poprawki. Jedno głosowanie trwa zaledwie kilka sekund. Zaraz po niej jest kolejne i tak aż do końca obrad.

Jeden rzut oka na parlamentarzystów wystarczy, aby uświadomić sobie, że zupełnie nie orientują się, w którym momencie powinni podnieść, a w którym opuścić rękę. Część posłów poddaje się po pewnym czasie i albo rezygnuje z oddawania głosu, albo robi to w sposób przypadkowy.

Głosy liczone są przez przewodniczącego, który przez krótką chwilę spogląda na zgromadzonych, a później decyduje o wyniku. Czasem pojawia się sprzeciw. W takich wypadkach przeprowadza się głosowanie elektroniczne. I co zabawne, często wynik jest zgoła odmienny od interpretacji przewodniczącego. Jak mówi Janusz Korwin-Mikke, raz na dwa, trzy razy okazuje się, że liczący pomylił się w swojej ocenie.

Przykład:

Przewodniczący sesji plenarnej Martin Schulz prowadzi głosowanie. Jeszcze przed pytaniem „kto za, kto sprzeciw, kto się wstrzymał”, liderzy partii – niczym rzymski cesarz – podnoszą kciuki w górę, w dół lub trzymają je w poziomie. Jest to znak dla członków, w jaki sposób powinni zagłosować. To częsta praktyka. Następnie przewodniczący patrzy krótko na ręce posłów i sekundę później podaje wynik – „abgelehnt” – odrzucony. Na sali wzburzenie, więc Schulz postanawia przeprowadzić głosowanie imienne. Eurodeputowani wciskają odpowiedni przycisk i… wniosek zostaje przyjęty – 207 przeciwko 158.

głosowanie w Parlamencie Europejskim
Tak wygląda głosowanie w Parlamencie Europejskim. Źródło: ec.europa.eu

Dobromir Sośnierz uważa, że europosłom zależy jedynie na tym, żeby szybko „iść na obiad”. Twierdzi, że sala plenarna podczas debat świeci pustkami, a jedynie w momencie głosowań zapełnia się po brzegi. Jest to spowodowane tym, że za udział otrzymuje się odpowiednie wynagrodzenie.

Sośnierz wspomina, że po tym, jak podniósł głos sprzeciwu, przewodnicząca powiedziała do niego: „Niech pan się nie martwi, to jest już ustalone”. „Maska spadła zupełnie” – kwituje poseł Wolności.

Problem niedemokratycznych głosowań nie jest wcale nowy. Niektórzy europarlamentarzyści, w tym choćby Nigel Farage, niegdyś walczyli już z patologiami europejskiego parlamentu. Na razie bez skutku. Można nawet znaleźć nagranie wypowiedzi eurodeputowanej Urszuli Krupy z 2008 roku, w którym to protestowała przeciwko „traktowaniu posłów do Parlamentu Europejskiego jako mechaniczne roboty do głosowań”.

Widząc tak haniebne uchybienia w procedurach PE, nasuwa się pytanie o to, czy nadal powinniśmy poważnie traktować prawne akty, które wychodzą z jego biurokratycznej gardzieli. „Piewca demokracji” nie powinien pozwalać sobie na takie nieprawidłowości. Jeśli rzeczywiście jest piewcą.

2
Komentarze:

Ewa

Wygląda to a wielki chaos

Kacper Zaborski

Jeden wielki zamęt to znak rozpoznawczy PE i całej Unii.