(Nie)pewna ewolucja – dlaczego nadal nie ma potwierdzenia?

Liczba osób, które kwestionują prawdziwość teorii ewolucji rośnie z roku na rok. Skłaniają się oni ku innym możliwościom powstania życia. Jest to o tyle interesujące, że to często za sprawą samych naukowców procent ewolucjonistów maleje. Przedstawiają bowiem coraz więcej faktów, z którymi teoria ewolucji sobie nie radzi.

Ewolucji naucza się w szkołach i na uniwersytetach jako coś, co jest pewnikiem. Istnieje jednak wiele kwestii, w których ta teoria się nie sprawdza. Zauważają to badacze z takich gałęzi nauki jak sedymentologia, paleontologia czy genetyka populacyjna. Ich głosy mają problem z przebiciem się, gdyż naukowców którym ten paradygmat nie odpowiada, epitetuje się jako teoretyków spiskowych czy religijnych fanatyków.

Kłopoty z ewolucją

Wspomniana wcześniej sedymentologia to nauka o powstawaniu skał osadowych. Sedymentolodzy już w 1980 roku zauważyli (podczas wybuchu Góry Świętej Heleny), że skały osadowe mogą w 1,5 dnia uformować się w warstwy. Warstwy, które miały kształtować się w wyniku wieloletniej erozji – jak na przykład rzekomo Wielki Kanion Kolorado. Teraz wiemy, że nie potrzeba było milionów lat, ale kilku miesięcy, aby Wielki Kanion mógł powstać w obecnej formie. Paleohydraulikom udaje się odtworzyć zjawisko błyskawicznego tworzenia się warstw w warunkach laboratoryjnych.

Warstwy lubią płatać naukowcom figla. Czasem na przykład układają się one w odwrotnej kolejności – skały rzekomo starsze są wyżej od rzekomo młodszych. W wielu kopalniach znajduje się również drzewa, które stoją pionowo, przechodząc przez wszystkie warstwy. To pokazuje, że niemożliwe jest stwierdzenie, mówiące o tym, że każda z warstw odkładała się przez dziesiątki tysięcy lat.

Znamy również ślady stworzeń, które miały żyć w zupełnie innych czasach, a znajdowane są w tych samych warstwach (w tym człowieka i dinozaura czy człowieka i trylobita). Wiele znalezisk pochodzących z kultur pierwotnych ukazuje wspólne losy ludzi i dinozaurów (wszystkie jednak skrupulatnie uważa się za fałszywe, na przykład kilkanaście tysięcy kamieni z Ica). Oficjalnie bowiem żyliśmy w innych erach.

Ewolucjoniści mają problem również z datowaniem. Badania radioaktywnym węglem 14C datowały nawet zabite niedawno zwierzęta na tysiące lat, a skorupę żyjącego ślimaka – na 27 tysięcy lat. Jedną część mamuta datowano na 40 tysięcy lat, a drugą część tego samego mamuta – na lat 14 tysięcy mniej. Także skały powstałe w wyniku erupcji sprzed kilkunastu lat szacowano według badań 14C na miliony lat. Nie istnieją bowiem wiarygodne datowania skał.

Problemem jest także brak form pośrednich. Wiele rzekomych form pośrednich nadal ma się dobrze. Na przykład latimeria, która miała być formą pośrednią między rybami i płazami. Tymczasem, dziś wiemy, że mając odrobinę szczęścia, latimerię można złowić. Innym przykładem jest drzewo wolemia czy skrzypłocz.

Nawet słynny archeopteryks nie jest brakującym ogniwem. Pazury na skrzydłach nie świadczą o tym, że wywodzi się z dinozaurów, gdyż kilkanaście współczesnych ptaków również je posiada. Ma również zęby, ale i to niczego nie dowodzi, bo są gady, które zębów nie mają. Dr Allan Feduccia, ekspert od ptaków, osoba wierząca w teorię ewolucji, tak wypowiedziała się o doniesieniach jakoby Archeopteryks pochodził od dinozaurów. „Paleontolodzy próbowali przekształcić Archeopteryksa w ziemskiego, upierzonego dinozaura. Ale nim nie jest. To jest ptak i żadna ilość paleo-bredni tego nie zmieni.”

Kolejnym niewygodnym organizmem dla ewolucjonistów są żebropławy. Mają one bowiem unikalny system nerwowy, zupełnie niepodobny do żadnego innego stworzenia na Ziemi. Powstaje pytanie – z czego miałyby wyewoluować?

Zagadką jest również w jaki sposób znajdujemy tak wiele skamielin. Przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że martwe zwierzęta rozkładają się albo padają łupem padlinożerców. Jednak na przykład w Anglii w skałach osadowych są znajdowane ogromne ilości ryb, z nienaruszonymi ościami. Jak to możliwe? Wiemy przecież, że martwe ryby są zjadane przez inne ryby w ciągu kilku godzin. Badania Rainera Zangerla i Eugene’a Richardsona wykazały także, że nawet z półkilogramowych martwych ryb po kilku dniach praktycznie nic nie zostaje – po prostu się rozkładają.

Mimo tego na obszarze kilku milionów hektarów znajdowane są szczątki ogromnych ilości ryb. Z powyginanymi kręgosłupami, z płetwami nastroszonymi jak u ryb umierających w konwulsjach. Odnajduje się także skamieniałe ryby w trakcie pożerania innej ryby, albo mamuty, które mają w sobie jeszcze niestrawiony pokarm. Świadczy to o tym, że zwierzęta te musiały zginąć nagle, pod wpływem kataklizmu na ogromną skalę.

Nawet sposób, w jaki powstają rasy jest niezgodny z założeniami Darwina. Teraz wiemy, że powstają one w wyniku izolacji, selekcji i dryfu genetycznego, nie zaś dzięki wzrostowi informacji genetycznej.

Brakuje także pozytywnych mutacji, które są niezbędne do tego, aby teoria ewolucji mogła istnieć. Często myli się adaptację, polegającą na przystosowaniu się organizmów poprzez zmianę struktury lub funkcji do życia w nowych warunkach, z mutacjami pozytywnymi. Także zmienność wewnątrzgatunkowa (przytaczany wszędzie przykład dziobów zięb) polega na rekombinacji genetycznej i redukcji informacji, nie na jej wzroście. Część osób wierzących w teorię Darwina przytacza takie przykłady jako dowody małych kroków w ewolucji, mimo że takie przykłady są jej dosłownym zaprzeczeniem.

Dzięki temu, że coraz lepiej poznajemy strukturę DNA, jesteśmy też w stanie powiedzieć, że postulat Darwina mówiący o wspólnym przodku jest nieprawdziwy. Neandertalczyk nim nie był. Nie chodził też pochylony (po prostu pierwszy znaleziony osobnik cierpiał na artretyzm). Okazuje się teraz, że żył on w tym samym okresie co człowiek, miał swoje wierzenia i rytualne pochówki, a także – co najciekawsze – we współczesnych czasach znajduje się ludzi o czaszkach dokładnie takich samych, jak czaszki kopalnych Neandertalczyków. Dlaczego? Bo był on rasą człowieka.

Inne problemy z ewolucją

Teoria ewolucji nie sprawdziła się także wtedy, gdy podejrzewano, że narządy takie jak wyrostek robaczkowy, migdałki czy nawet tzw. „śmieciowe DNA” są dla człowieka zupełnie bezużyteczne. Później okazało się, że mają one zastosowanie. Ewolucjoniści popełnili prosty błąd logiczny, mniemając, że jeśli nie znamy zastosowania pewnej funkcji, jest ona bezużyteczna. Podobne błędy popełniono w świecie zwierząt, sądząc, że walenie i węże mają szczątkowe kości, które miałyby być dowodem na to, że kiedyś ich przodek chodził po ziemi. W rzeczywistości zarówno walenie jak i węże potrzebowały ich do rozmnażania.

Nieprawdą jest również, że embrion ludzki w pewnym momencie posiada fragment czegoś, co przypomina skrzela. Ta skórna fałda jest elementem wszystkich embrionów, ale tylko u ryb przekształca się w skrzela, u ludzi natomiast ta bruzda nie jest ani skrzelami, ani płucami, tylko nierozwiniętym jeszcze uchem zewnętrznym i gruczołem tarczowym.

W szkolnych podręcznikach, króluje też zdjęcie sprzecznych z prawdą rysunków botanika Ernsta Haeckela. Żyjący dwieście lat temu profesor embriologii, był zwolennikiem teorii Darwina. Po przeczytaniu książki „O pochodzeniu gatunków”, poszukiwał dowodów na ewolucję. Minęło jednak 9 lat i nie udało mu się znaleźć niczego. Postanowił więc sam stworzyć dowody. Wykonał sfałszowane rysunki embrionów różnych zwierząt, tak aby wyglądały na wręcz identyczne. Ten spreparowany dowód przekonał nawet samego Darwina i jak widać wiele osób odpowiedzialnych za edukację, gdyż ten rysunek nadal publikuje się w podręcznikach.

Kolejnym nieprawdziwą informacją jest ta mówiąca o tym, że pióra mogły wyewoluować z łusek. Pióra i łuski tworzą się z innych genów chromosomu i rozwijają się zupełnie inaczej. Podobieństwo kończy się na tym, że oba zbudowane są z keratyny.

Przeciwnicy teorii ewolucji pytają też o Wielki Wybuch, który miałby być początkiem wszystkiego. Zauważają, że idea Wielkiego Wybuchu jest niezgodna z teorią zachowania pędu. Jeśli kręcący się przedmiot rozpada się w środku bez tarcia (tak, jak miało mieć to miejsce podczas Wielkiego Wybuchu), odpadające kawałki powinny kręcić się w tym samym kierunku. Tymczasem Wenus, Uran, 8 księżyców (m.in Saturna i Neptuna) oraz niektóre galaktyki obracają się w przeciwnym kierunku.

Zastanawiają się także dlaczego materia jest rozmieszczona nierównomiernie, dlaczego galaktyki, (które z czasem tracą swój kształt) nadal są spiralne – czy przez tyle lat nie utraciłyby go? Dlaczego Ganimedes, największy księżyc Jowisza, nadal ma gorący rdzeń – czy nie wychłodziłby się do tego czasu? Dlaczego najstarsza pustynia ma zaledwie 4000 lat? Dlaczego ropa nadal jest pod wielkim ciśnieniem? Dlaczego najstarsze drzewo świata ma tylko 4300 lat? Dlaczego najstarsza rafa koralowa ma tylko 4200 lat?

Wiemy także, że 30% deszczówki wpada do oceanów, wprowadzając ze sobą sole mineralne. Przez to poziom zasolenia oceanów rośnie z roku na rok. Dziś to trochę ponad 3,5%. Proces zasolenia wody słodkiej do 3,5% mógł trwać około 5 tysięcy lat. A skoro podobno oceany istnieją od milionów lat, to dlaczego poziom zasolenia jest tak niski?

Wiemy i to, że Księżyc oddala się od Ziemi kilka centymetrów rocznie. To oznacza, że kiedyś musiał być on bliżej. Obliczono, że zgodnie z tą zasadą, 1,2 mld lat temu Księżyc powinien znajdować się tuż nad powierzchnią Ziemi. Nie trzeba być szczególnie bystrym, aby zdać sobie sprawę, że to niemożliwe. Poza tym, zbliżanie się Księżyca miałoby katastrofalne skutki dla mieszkańców Ziemi – powoduje on przecież choćby pływy morskie.

I problem pola magnetycznego jest ciekawy. Magnetyzm Ziemi osłabł o 6% w ostatnich 150 latach i o 40% w ostatnim tysiącleciu. Oznacza to, że kiedyś był on mocniejszy. W przeciwnym razie ciepło tak silnego pola magnetycznego zniszczyłoby jakiekolwiek życie na Ziemi. Według części naukowców nie dzieje się tak z tego względu, że pole magnetyczne zmienia biegunowość. Na razie jednak takiego zjawiska ludzkość nie zaobserwowała.

Ważne są również badania Roberta Gentry pokazujące, że ziemia nie mogła uformować się z gorącej masy, jak zakładają ewolucjoniści. Ten fizyk jądrowy badał radioaureole izotopów polonu, które znajdują się w granicie. Zauważył on, że gdyby polon skupiał się w postaci ciekłej, rozpłynąłby się w gorącej lawie i nie byłoby śladów w postaci radioaueroli. Wynika z tego, że polon musiałby rozkładać się w skale, która znajdowała się w stałym stanie skupienia. Z tego też powodu Ziemia nie mogła być nigdy gorącą masą, gdyż granit nie miałby żadnych śladów po polonie. Tymczasem mają je wszystkie rodzaje granitu.

Nawet nad teorią Pangei, czyli jednego kontynentu, mającej być super kontynentem, który istniał około 300 milionów lat temu, należy się zastanowić. Po jej podzieleniu miały powstać kontynenty znane nam dziś. Jednak pytanie – Co z Meksykiem, Panamą, Kostaryką, Gwatemalą? Te kraje zostały pominięte przy rysowaniu Pangei, gdyż nie pasowałyby do teorii. O 40% zmniejszono także Afrykę.

Warto przytoczyć kwestię dotyczącą liczby ludności na świecie. Obecnie na Ziemi jest prawie 7,5 miliarda osób. Populacja rośnie w zastraszającym tempie. Czy gdyby gatunek ludzki rzeczywiście istniał kilkaset tysięcy lat, poziom zaludnienia nie byłby znacznie wyższy?

A co z organami takimi jak oko, które mają poziom nieredukowalnej złożoności? Jak osiągnąć go za pomocą pojedynczych kroków transformacyjnych? Dlaczego trylobity, według ewolucjonistów jedne z najbardziej prymitywnych gatunków, miały niewiarygodnie skomplikowaną budowę oka?

Wszystko to utrudnia teorii ewolucji stać się jedynym, niepodważalnym wyjaśnieniem powstania ludzkiego życia i świata. Największym jednak problemem jest inny od wyżej wymienionych empiryczny dowód. Obecnie bowiem obserwujemy nie ewolucję, a proces zupełnie przeciwny. Nic się nie ulepsza, ale dąży do rozpadu. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki. Człowiek za sprawą negatywnych mutacji staje się coraz słabszy. Trwa także wielkie wymieranie gatunków.

3
Komentarze:

gość

Już myślałem, że to fajny blog a tu takie coś. Szkoda.

Adam Troszok

Mam pytanie do ewolucjonistów: jak wyewoluowały z organizmów jednopłciowych, organizmy rozdzielnopłciowe? Aby mogły się urodzić z osobniki rozdzielno płciowych (zdolne do reprodukcji) z osobnika jednopłciowego, to to musiałoby być zjawisko zero-jedynkowe, a takiego czegoś ewolucja nie przewiduje i byłoby to coś o tak małym prawdopodobieństwie zaistnienia, że jest to niemożliwe.