alfie evans

Do kogo należy twoje dziecko?

Sprawa Alfiego Evansa, którym żył cały świat, nauczyła nas wielu rzeczy. Pomogła nam między innymi uświadomić sobie, że rola rodziny w Europie nieustannie maleje.

Historia dwuletniego chłopca nie tylko bowiem skłania nas do refleksji o wartości życia, ale każe nam zadać sobie jedno ważne pytanie – jak bardzo jesteśmy jeszcze w stanie decydować o swoich pociechach? Pamiętać należy, że gdy chłopiec walczył o kolejny oddech, toczyła się inna walka – między rodzicami, a wymiarem sprawiedliwości.

Pozostawmy już to, czy rację mieli chcący za wszelką cenę szybkiej śmierci chłopca lekarze, czy rodzice, którzy do końca szukali dla niego ratunku. Wprawdzie na jaw wychodzi coraz więcej faktów, a cała sytuacja niewątpliwie nie pachnie za ciekawie, to nadal nasza wiedza jest ograniczona. Zauważmy raczej to, jak bardzo znikomy wpływ na los Alfiego mieli jego rodzice.

Bowiem w państwie, w którym rozegrały się te wydarzenia, to jest w Anglii, dużą wagę przywiązuje się do reform socjalnych. Dąży się przez to konsekwentnie do przenoszenia odpowiedzialności (w tym praw) z rodziców na państwo. Podobna sytuacja jest w Niemczech czy w Skandynawii.

W wyniku tego procesu wkrótce może się okazać, że rodzice będą pełnić jedynie funkcję prokreacyjną i „dwójki najlepszych przyjaciół”. Bo okazuje się, że bez zgody państwowych instytucji nie mogą oni wykonać najprostszych czynności.

Rodzice Alfiego za wszelką cenę chcieli przenieść swoje dzieci do włoskiego szpitala Bambino Gesu, który obiecał, że podejmie działania, mające na celu ratować dziecko. Batalia toczyła się przed sądem, problem polegał jednak na tym, że interes dziecka reprezentowali lekarze. A oni zdecydowali się zakończyć leczenie. Słusznie czy niesłusznie – zdania są podzielone. Jedno jest jednak pewne – sytuacja, w której rodzice tracą kontrolę nad swoim dzieckiem jest anormalna.

Tymczasem państwa opiekuńcze bardzo wzięły sobie do serca wychowanie obywateli. Ogromne pieniądze przeznacza się na specjalne urzędy, które mają zajmować się „dbaniem” o dobro najmłodszych. Różnią się nazwą, choć sposób ich działania jest podobny. W Norwegii jest to Barnevernet, w Anglii Social Service, w Niemczech Jugendamt.

Ich zadaniem jest pilnowanie, aby dziecko żyło w dobrych warunkach, szczęśliwe i nakarmione. Cel wydawałoby się jak najbardziej szczytny. Tak się jednak składa, że wszystkie te instytucje budzą postrach wśród obywateli. Wykonują bowiem swoją pracę ze zdecydowanie przesadną gorliwością. Stworzyły sobie państwo w państwie i nie zważając na ludzką krzywdę, decydują, które dziecko jest wystarczająco uśmiechnięte, a które trzeba przenieść do rodziny zastępczej.

Kupujesz dziecku zbyt dużo zabawek? – jesteś złym rodzicem – dziecko musi być ci zabrane. Zbyt czule okazujesz mu miłość – państwo podejrzewa, że jesteś pedofilem – na wszelki wypadek umieści twoje dziecko w innej rodzinie. Jesteś katolikiem? – tym gorzej – pani z urzędu musi ochronić twoją córkę lub syna przed chrześcijańskim fanatyzmem. Odda więc je do dwóch lesbijek – tam według niej będzie im lepiej. Twój płacz na nic się nie zda – pani działa zgodnie z prawem.

Brzmi jak „Rok 1984” Orwella? A każda z tych historii jest prawdziwa.

Państwowy interwencjonizm tychże krajów polega także na wpływaniu na inne sfery życia. Na przykład na edukację. Dlatego możesz się tam spotkać z represjami, gdy nie zgodzisz się na lekcje, na których twoje dziecko będzie seksualizowane. Nie będziesz mógł/mogła także zwolnić swojej pociechy ze szkoły bez oficjalnego zwolnienia lekarskiego. W przeciwnym razie z pewnością zwrócisz na siebie uwagę opieki społecznej.

I takich przykładów możemy wymieniać jeszcze wiele.

Historia małego Alfiego może być iskrą, która znów sprawi, że politycy zaczną rozmawiać o prawach rodziców i o tym, czy Polska również powinna zamieniać się w państwo opiekuńcze.

My możemy porozmawiać o tym już teraz i zadać sobie pytanie – które ze zdań jest nam bliższe?

Pierwsze?

„Troska i wychowanie dzieci jest naturalnym prawem rodziców oraz wiążącym się z nim najważniejszym obowiązkiem”.

Czy drugie?

„Wychowanie dzieci jest zadaniem specjalnym o dużej randze dla całego społeczeństwa. Realizację tego zadania społeczeństwo oddaje w ręce rodzin i pozarodzinnych instytucji”.

Pierwsze zdanie pochodzi z ustawy rodzinnej Niemiec (wtedy jeszcze RFN) przed nowelizacją z 1974 roku, a drugie już po.

Komentarze: